KOLEKCJE
OKAZJE
KATEGORIE
NEWSLETTER

KATEGORIE

bransolety broszki kolczyki
kolie / obroże naszyjnik pierścionki
wisiory

Aktualności

  • .

    Dla wszystkich uczestniczek naszego konkursu "Obudź wiosnę z ArsDavią",

    za ich trud i poświęcony czas,

    przygotowaliśmy niespodziankę 

    Nagrodą będzie bransoleta z kolekcji 

    "Pod słońcem Korsyki"

     

     

    Więcej informacji o produkcie znajdziecie pod linkiem

    http://www.arsdavia.com/davia,produkt,pod_sloncem_korsyki,69

  • .

     

     

     

    Zapraszamy do lektury  niezwykłej historii Kjarana

    autorstwa Pani Kingi Kosiek 

     

     

    Opowieść o Kjaranie i Białej Czarownicy

     

    I

     

    Zima, pomimo kalendarzowej wiosny, nie zamierzała odejść. Skute lodem jeziora i rzeki, grożące lawinami góry i przenikliwe, północne wiatry od kilkudziesięciu lat trzymały straż w królestwie.
    Coraz trudniej było znaleźć ludzi potrafiących odpowiedzieć na pytanie czym są - występujące w starych legendach i baśniach - kwiaty, trawa czy owoce. Wielu głowiło się nad tym, jak opisać kolory dysponując jedynie bogatą paletą szarości, bieli i czerni.
    W smutnych, szarych oczach mieszkańców od dawna nie było już nadziei na zmianę. Od czasu do czasu wznosili tylko głowy ku zasnutemu ołowianymi chmurami niebu, tęsknym wzrokiem odprowadzając klucze dzikich gęsi i żurawi, odlatujące ku słońcu i mitycznej wiośnie.
    Kjaran wracał z lasu z saniami pełnymi świeżo ściętego drzewa - tradycja nakazywała obchodzenie pierwszego dnia wiosny przy ognisku, którego płomienie miały sięgać tak wysoko aby roztopić śnieżne chmury i zwrócić uwagę słońca na skute lodem królestwo. Od dawna czekał na ten dzień. Dzień swoich 30-stych urodzin i osiągnięcia pełnoletniości. Pogrążony w myślach nad przepowiednią, którą dzisiejszego ranka usłyszał od ojca swego ojca, nie zwracał uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, które bez lęku przystawały, przyglądając mu się uważnie. Nie zauważył też jak zające, lisy i wilki, w zgodnym szeregu podążały za Kjaranem, a puchacze i kruki leciały tuż nad jego głową. – Co dziadek mógł mieć na myśli mówiąc o moim przeznaczeniu - tysięczny raz zadawał sobie dzisiaj to pytanie ale odpowiedź nie chciała pojawić się w jego umyśle.
    Klucz dzikich gęsi zatoczył łuk i obniżył lot. Ogłuszający gęgot ptaków wyrwał Kjarana z zamyślenia. Podniósł głowę akurat w chwili, kiedy wprost pod jego stopy spadło coś o tak niezwykłych kolorach, że aż porażało wzrok. – Co, u licha?! – zdołał powiedzieć, widząc że wokół niego zaciska się krąg dzikich zwierząt, bez lęku wpatrzonych w nieduży przedmiot leżący w śnieżnym puchu …
    Schylił się i podniósł z ziemi zadziwiająco lekki przedmiot , do złudzenia przypominający ozdobę, noszoną przez jego matkę. Tylko że tamta – czarna i ciężka - wyglądała jak wykuta z żelaza. Ta zaś mieniła się nieznanymi Kjaranowi kolorami. – Co, u licha – powtórzył cicho ….

    Zwierzęta patrzyły na niego wyczekująco. Kjaran przyglądał się uważnie tajemniczemu klejnotowi. Czuł jakby ten przyciągał go i wzywał. Coraz bardziej zdumiony i zdezorientowany zawinął klejnot pieczołowicie w poły futrzanego płaszcza i przycisnął jedną ręką do piersi, żeby go nie zgubić. Potem powoli ruszył w dalszą drogę. Zauważył z rosnącym zdumieniem, że otaczające go dzikie zwierzęta ruszyły za nim…

    Kiedy dotarł do swojej chaty było już całkiem późno, a na niebie błyszczały setki, tysiące gwiazd – w tym kraju wiecznej zimy słońce kryło się nieustannie za ciemnymi chmurami, ale z jakiejś tajemniczej przyczyny każdej nocy niebo wypogadzało się i zapalały się na nim tysiące gwiazd.  Tak jakby te małe siostry słońca chciały dodać otuchy mieszkańcom Krainy Wiecznego Mroku. Matka czekała już na Kjarana w progu, niespokojna, że długo nie wraca. Zdarzało się, niestety, że hordy wygłodniałych wilków atakowały samotnych wędrowców. Nie zauważyła od razu zwierząt podążających za synem, ponieważ te zatrzymały się w mroku, za kręgiem światła, które dawało duże ognisko rozpalone już na środku dziedzińca w oczekiwaniu na Kjarana. – Synu, gdzie ty byłeś?! – zawołała załamując ręce i biegnąc ku niemu – Odchodziłam już od zmysłów czekając tutaj na ciebie! Kjaran zostawił sanie i podążył do matki szybkim krokiem, żeby już po chwili zamknąć ją w serdecznym uścisku. – Mamo, przecież wiesz, że nigdy nic mi się złego nie przydarzyło w lesie, tyle razy prosiłem cię, żebyś się nie niepokoiła nadaremno!  - W uścisku tych dwojga widać było wielką czułość i troskę. Kjaran praktycznie zamknął drobną matkę w ramionach i nagle zaczął się z nią obracać coraz szybciej, jak w tańcu, prowokując ją w końcu do wybuchu szczerego śmiechu. – Ty wariacie, postaw mnie natychmiast na ziemi! – zażądała śmiejąc się już jednak rozpogodzona. – Czemu przyszedłeś dopiero teraz? – zapytała ciszej. Na te słowa Kjaran sięgnął i poszukał w połach swego futrzanego płaszcza tajemniczego klejnotu, który spadł mu jakby z nieba. Ledwo wyciągnął go na dłoni i pokazał do światła matce, ta przycisnęła drobne dłonie do twarzy, krzyknęła cicho i … zemdlała.

     

    II

     

    Zaniepokojony Kjaran patrzył jak jego matka budzi się powoli z omdlenia. Położyli ją razem z dziadkiem w chacie, w cieple. Dziadek przybiegł natychmiast słysząc rozpaczliwe wołanie Kjarana i pomógł mu ocucić zemdloną matkę. Ledwo otworzyła oczy i rozpoznała Kjarana, chwyciła go nieoczekiwanie mocno za rękę i zapytała gorączkowym szeptem: - Gdzie to masz?! – Natychmiast domyślił się o co pyta, i choć bał się, że znowu zemdleje, pokazał jej ponownie tajemniczy klejnot… Teraz zobaczył go również dziadek. Na ten widok i on jęknął, a potem nagle się rozpłakał. Zdezorientowany i już na dobre zaniepokojony Kjaran zawołał: - Mamo, dziadku, co się dzieje?! Co to jest?! Na te słowa dziadek spojrzał na matkę, a ta na dziadka, po czym nieznacznie skinęła głową jakby na coś pozwalając… Dziadek, ocierając niezgrabnie i z nagłą złością łzy, zbliżył się do stojącego w kącie kufra ze świętościami rodzinnymi, którego nawet dorosłemu Kjaranowi dotąd nie wolno było dotykać. Pochylił się i szukał czegoś bardzo, bardzo długo. Wydawało się, że to czego szuka jest ukryte na samym dnie przepastnego kufra. W końcu znalazł. Odwrócił się do światła i nagle Kjaran zobaczył, że dziadek trzyma w ręku drugi dokładnie taki sam klejnot jak ten, który upadł dzisiaj prosto pod jego nogi!  - Co to wszystko znaczy? – zapytał swoich bliskich patrząc na nich z takim osłupieniem jakby zobaczył ich po raz pierwszy w życiu. – Co to w ogóle jest? Mamo? – zwrócił się instynktownie do matki, jakby czując, że to jej dotyczy ta tajemnica. Dziadek usiadł obok nich, a matka wzięła do ręki oba klejnoty i zaczęła swoją opowieść: - Kjaranie, te klejnoty to ozdoby, które otrzymałam w dniu ślubu od twojego ojca… To było w czasie gdy w naszej krainie nie panowała jeszcze wieczna zima. Przeciwnie, pory roku przeplatały się, a najdłużej gościła u nas przepiękna wiosna. Ludzie znali inne kolory niż szary, biały i czarny. Jako młoda dziewczyna tańczyłam boso na zielonej, delikatnej trawie i zrywałam kwiaty we wszystkich kolorach, a potem plotłam z nich wianki, albo robiłam pachnące bukiety i przynosiłam do domu. – przerwała i spojrzała z troską na syna – Kochany, ty nawet nie znasz znaczenia słowa „kolor”. A kolory to właśnie to, co tutaj widzisz – mówiła, podsuwając mu przed oczy mieniące się klejnoty. – Gdy twój ojciec zobaczył mnie po raz pierwszy miałam na sobie suknię i płaszcz w takich kolorach, a w ręku bukiet takich kwiatów dlatego zamówił dla mnie u zamorskich kupców takie kolczyki. – Uśmiechnęła się nieświadomie na to wspomnienie. Kjaran słuchał urzeczony dotąd bowiem nie wolno było rozmawiać o ojcu. Nawet go nie pamiętał, nie miał choćby nikłego, mglistego, pojedynczego wspomnienia, a gdy dorósł na tyle by zacząć o niego pytać dziadek i matka powiedzieli mu tylko, że ojciec zaginął w dalekiej podróży w czasach zanim zapadła wieczna zima, a niczego więcej nie będą mu mogli powiedzieć, aż dostaną ZNAK. Mały Kjaran usiłował dowiedzieć się czegoś więcej, z uporem charakterystycznym dla kilkulatka, ale zniechęcony niepowodzeniami pytał coraz rzadziej, aż w końcu pogodził się z tajemnicą obecną w jego życiu. Dziś po raz pierwszy miał usłyszeć cała historię, i to za sprawą tajemniczego klejnotu. – Twój ojciec był wojownikiem z sąsiadującego z nami plemienia, człowiekiem o tak prawym sercu, rzadkiej odwadze i wielkiej mądrości, że krążyły o nim legendy wśród takich młódek jaką wtedy byłam – opowiadała dalej matka – Wychowywałam się na dworze króla naszego plemienia. Gdy powiedziano nam, że sławny Moira zawita wraz z posłami sąsiedniego królestwa nie spałam z radości całą noc. A potem, któżby to powiedział, ten wielki wojownik zobaczył mnie i pokochał. – Jeszcze teraz w tonie matki Kjaran usłyszał nieudawane zdumienie i zachwyt. – Wszyscy mi zazdrościli, byłam taka dumna i szczęśliwa, że całymi dniami śpiewałam przygotowując swoją wyprawę ślubną, szaty we wszystkich kolorach jakie miały kwiaty w naszej krainie. Moira pojechał do swojego kraju, a po kilku tygodniach wrócił, przyjechał razem ze swoim ojcem… - tu matka spojrzała z zadumą na siedzącego przy nich dziadka. – Myślałam wtedy, ze mnie nienawidzisz, bo nie byłam dość dobrą partią dla Twojego syna – szepnęła do dziadka. – Dziadku? – zapytał Kjaran – Poczekaj jeszcze – powiedziała matka – Dzień mojego ślubu z twoim ojcem był pierwszym dniem wiosny. W naszej krainie aż tętniło życie. Wydawało się, że nawet natura błogosławi naszemu związkowi. Tej wiosny pojawiło się mnóstwo nowych gatunków kwiatów, tak pięknych, że nikt jeszcze takich nie widział. Zwierzęta leśne przychodziły i zaglądały nam do okien domów, wydawało się, że świat zastygł w niespotykanej harmonii. Nie wiem czy kiedykolwiek jakaś panna młoda była taka szczęśliwa jak ja tego dnia. I nie rozumiałam tylko chmurnego i niespokojnego spojrzenia mojego teścia, który jako jedyny z weselnych gości zdawał się czymś niepokoić… Wciąż myślałam, że to z powodu niechęci do mnie, ale byłam pewna, że swoją wielką miłością do Moiry przekonam wkrótce  również mojego teścia do siebie. Nie wiedziałam jeszcze, że moja noc poślubna, która miała być początkiem nowego życia z Moirą będzie naszą pierwszą i ostatnią wspólną nocą. Jej błogosławieństwem stałeś się ty, mój synu…

     

    III

     

    Teraz czas na moją opowieść – wtrącił się dziadek – Ravia opowiedziała ci już swoją część. Miałem powody dla których nie umiałem, nie mogłem cieszyć się ze ślubu twoich rodziców – mówił zwracając się do Kjarana. Niestety, twoja matka miała je poznać w dramatycznych okolicznościach już tego pierwszego poranka po swoim ślubie. Tak jak ci powiedziała, dzień jej ślubu z moim synem a twoim ojcem był dniem niemal czarodziejskiej harmonii i wiosny. Świat roztaczał przed nami swoje barwy jak paw roztacza swój ogon. Jeszcze dzisiaj widzę przed oczami serca te barwy – szepnął nagle wzruszony. - Dlatego poranek dnia następnego był dla wszystkich taki okrutny. Obudziło nas przenikliwe zimno. Gdyby nie to zimno nikt z nas nie wstałby jeszcze, bo za oknem panowały ciemności jakby to była głęboka noc. Obudziłem się odrętwiały. W pierwszej chwili pomyślałem, że niepotrzebne zmartwienia spowodowały, że się rozchorowałem i teraz drżę z gorączki. Zwlokłem się z posłania i wyjrzałem za okno. To co zobaczyłem sprawiło, że ze strachu prawie stanęło mi serce. Na zewnątrz nie było nawet śladu po oszałamiającej wiośnie. Niebo było zaciągnięte ołowianymi chmurami zza których nie przebłyskiwał nawet jeden promień słońca. Jak daleko okiem sięgnąć wszystko było przysypane śniegiem, a rozkwitające pąki kwiatów zamarzły na drzewach. Przenikliwy wiatr dostawał się do domów każdą szczeliną. Mniej odporne zwierzęta i ptaki pozamarzały i ich ciała leżały w różnych miejscach dopełniając obrazu zagłady. A potem usłyszałem szatański śmiech i zobaczyłem JĄ – powiedział dziadek wzdychając przy tym z takim smutkiem jakby nagle zdał sobie sprawę ze śmierci kogoś bliskiego. Kogo zobaczyłeś, dziadku? – zapytał Kjaran zmrożony ostatnią częścią opowieści. – Potężną jak sama śmierć Białą Czarownicę Gór Mglistych – wyjaśnił dziadek – przyczynę mojego wcześniejszego niepokoju i lęku. Widzisz, Kjaranie, twój ojciec był naprawdę potężnym wojownikiem i wiele podróżował, bo nie było takiego miejsca na ziemi do którego bałby się pójść. Walczył ze smokami i z potworami, spotykał wróżki i elfy, z wieloma z nich się przyjaźnił, bo zawsze służył pomocą w dobrej sprawie. I pewnego dnia właśnie dobre serce zawiodło go w Góry Mgliste. Chciał pomóc zaprzyjaźnionej wróżce prześladowanej przez potężnego demona. Podczas tej podróży wyświadczył przysługę pięknej nieznajomej, którą zobaczył gdy walczyła z tymże demonem. Niewiele myśląc pokonał demona przekonany, że uratował bezbronną kobietę. Gdyby wtedy wiedział, że ta kobieta w rzeczywistości sama ma moce tysiąca najgorszych demonów! – zawołał dziadek z żalem. – Nie mając o tym pojęcia stanął w obronie Białej Czarownicy Gór Mglistych. To była potężna czarownica, której wszyscy się bali i nikt nie wchodził jej w drogę, nawet demony rzadko odważały się rzucić jej wyzwanie, a gdy znalazł się taki szaleniec zawsze kończył marnie. Najczęściej zabity, czasem zaś, dla zabawy, z najgorszych z nich czyniła swoje sługi odbierając im wolną wolę. Ludzie bali się jej panicznie choć wtedy nie mieszała się prawie nigdy w ich sprawy i trzymała się swoich gór. I stało się nieszczęście, najgorsze z najgorszych. Biała Czarownica zakochała się w śmiertelniku! Zakochała się w moim synu! Próbowała go omamić czarami i zwidami, ale nawet najpotężniejsza magia nie działa na człowieka o czystym sercu, a taki był twój ojciec. Zresztą, wiele razy zastanawiałem się jak to się stało, że oparł się jej urokowi, bo choć serce miała okrutne i zimne jak głaz była chyba najpiękniejszą kobietą na ziemi, a z miłości starała się być jeszcze piękniejszą. – Tak, to prawda – wtrąciła ze smutkiem matka – była równie piękna co zła. – Tymczasem dziadek kontynuował: - Moirze udało się wtedy odejść z Gór Mglistych, bo gdy nie podziałały czary i zaklęcia Biała Czarownica spytała go jeszcze czy kocha inną kobietę, a wtedy on, zgodnie z prawdą, odparł, że takiej kobiety nie ma. Jednak gdy odchodził Biała Czarownica rzuciła zaklęcie, które miało go strzec i uprzedzić ją gdy pojawi się rywalka. Wciąż liczyła na to, że pewnego dnia Moira zrozumie, że tylko ją może pokochać i wróci do niej. Z tego powodu, bez jego wiedzy, dała mu do wypicia wywar mający mu zapewnić nieśmiertelność.  I przez kilka lat Moira rzeczywiście nie spojrzał na żadną inną kobietę, aż do dnia gdy spotkał twoją matkę. Wiedziałem wtedy o miłości jaką żywiła do niego Biała Czarownica, a choć nie miałem pojęcia o zaklęciach jakimi go obłożyła bałem się jej zemsty w razie gdyby pokochał zwykłą śmiertelniczkę.  – To z tego powodu w dniu naszego ślubu bałeś się nawet uśmiechnąć – szepnęła matka.

     

     

    IV

     

     

     

     

    Kjaran patrzył zafascynowany to na matkę, to na dziadka. Korzystając z chwili gdy zamyślili się oboje mając pewnie przed oczami wydarzenia tamtego przeklętego poranka zapytał: - Ale co wspólnego ma z całą historią tajemniczy klejnot, który dziś znalazłem? Matka ocknęła się z zamyślenia i powiedziała: - Szatański śmiech Białej Czarownicy wyrwał nas oboje ze snu. Wybiegliśmy przerażeni z naszej komnaty i odkryliśmy wszystkie okrutne zmiany jakie zaszły wokół nas. Gdy biegłam razem z Moirą jeden kolczyk upadł mi na ziemię – podniosłam go i trzymałam w ręce gdy stanęliśmy nagle przez tą wiedźmą. Twój dziadek stał pobladły w progu jakby skamieniał. Moira też prawie skamieniał gdy zobaczył Białą Czarownicę. A ona zobaczyła mnie! Synu, tyle nienawiści nie mogłoby się zmieścić nawet w sercach wszystkich demonów świata! W tamtej chwili chciała mnie zabić i zrobiłaby to bez namysłu, ale ledwo zaczęła wypowiadać śmiertelne zaklęcie pobladła i wycharczała: „Nie mogę cię tknąć, bo już nosisz w sobie jego nasienie!” Potem dowiedzieliśmy się, że gdy ktoś obdarzony nieśmiertelnością pocznie nowe życie ze śmiertelniczką owa kobieta i jej dziecko są chronieni od pierwszej chwili przed wszystkimi złymi mocami tego świata. Tak oto dar jaki podstępnie Biała Czarownica ofiarowała Moirze obrócił się przeciwko niej samej. Ocaleliśmy. Ale to był jedyny cud tego poranka – powiedziała smutno matka – Biała Czarownica porwała Moirę. W ostatniej chwili próbował złapać mnie za rękę i odruchowo wcisnęłam mu swój kolczyk. Czarownica wypowiedziała zaklęcie, które zamieniło naszą krainę w krainę wiecznej zimy. Nie pomarliśmy z głodu tylko dlatego, że już po odejściu wiedźmy pojawiły się tutaj zaprzyjaźnione wróżki, którym Moira kiedyś wiele razy pomagał. Używając wszystkich możliwych zaklęć stworzyły dla nas kilka gatunków suchych, szarych, ale jadalnych ziół dzięki którym nie wyginęły zwierzęta a i my możemy się posilić. Ale i tak brak normalnego pożywienia sprawił, że poumierali prawie wszyscy starsi ludzie, a ci, którzy przeżyli zapomnieli przez te wszystkie lata jak smakują owoce czy świeże zioła, jak wyglądają kolory. Od trzydziestu lat nie oglądaliśmy słońca, które ty i twoi rówieśnicy znacie już tylko z opowieści.

     

    Ale co znaczy w takim razie proroctwo o którym mówiłeś mi dzisiaj, dziadku? – zapytał Kjaran –

    Gdy w beznadziei zimną noc

    Kroplą koloru spadnie łza

    Straci zaklęcie swoją moc

    Niechaj nadzieja w sercu trwa

    Nie wiem – powiedział zrozpaczony dziadek – nikt nie wie. To proroctwo wypowiedziała znachorka, która odbierała poród gdy przyszedłeś na świat. Pytaliśmy ją co to znaczy, ale nie chciała nam nic powiedzieć poza tym, żebyśmy ci je powtórzyli w dniu twoich trzydziestych urodzin.

    Ale ja już wiem co zrobić, dziadku – powiedział Kjaran. – Mamo, skoro dziś w jakiś niewytłumaczalny sposób otrzymałem ten sam klejnot, który zaginął razem z ojcem porwanym przez Białą Czarownicę to znak, że powinienem wyruszyć na jego poszukiwania! Przecież sami powiedzieliście mi, że ojcu została podarowana nieśmiertelność, pewnie czeka gdzieś na mnie skoro dał mi znak. Nie możemy wiecznie żyć w tej posępnej krainie zimna i ciemności.

     

     

    V

     

     

     

     

    I następnego dnia Kjaran wyruszył w niezwykłą podróż. Wziął ze sobą piękne ślubne kolczyki, które ojciec podarował kiedyś matce. Nie obyło się bez łez tej ostatniej i napomnień zgnębionego dziadka. Razem z Kjaranem w drogę wyruszyły dzikie zwierzęta i ptaki, które otaczały go zaciekawionym kręgiem gdy pod jego nogi upadł bajeczny klejnot. Tego wszystkiego co Kjaran przeżył w drodze starczy na osobną opowieść. Spotykał dobre wróżki, elfy, duchy drzew i kwiatów, ale i potężne potwory, demony władające ciemnymi mocami i ziejące ogniem i siarką smoki. Zaprzyjaźnił się ze starą i mądrą Zieloną Wiedźmą, która kiedyś stoczyła krwawą bitwę z Białą Czarownicą, i dzięki której zazwyczaj moce tej okrutnicy nie sięgały poza teren Gór Mglistych. Zielona Wiedźma wzruszyła się głęboko gdy zobaczyła klejnoty należące do matki Kjarana, a gdy ten opowiedział jej całą historię miłości swoich rodziców i klątwy Białej Czarownicy powiedziała: - Strzeż tych klejnotów jak oka w głowie, bo to w nich jest ukryta moc wyzwolenia twojej krainy spod złego zaklęcia. Twój ojciec zdobył je dla twojej matki z głębokiej miłości, a że był mężczyzną o najczystszym sercu na tej ziemi, te klejnoty nabrały niezwykłej mocy. – Kjaran chciał koniecznie dowiedzieć się czegoś więcej, ale mądra wiedźma popatrzyła mu głęboko w oczy, uśmiechnęła się tylko i powiedziała: - Gdy nadejdzie właściwy moment sam w sercu znajdziesz odpowiedź na swoje pytania. – Po pożegnaniu Zielonej Wiedźmy Kjaran ruszył w dalszą drogę. Towarzyszące mu zwierzęta pomagały mu w wielu sytuacjach tak jakby cała przyroda chciała uczestniczyć w złamaniu złego zaklęcia. Pewnego dnia Kjaran uratował z opresji przezroczystą i zwiewną jak mgła Królową Łąk. Prześladował ją pewien wyjątkowo złośliwy demon. Kjaran zjawił się w ostatniej chwili zanim demon nie zamknął zaklęciem szlachetnej Królowej w glinianym dzbanie. Niektóry demony znają takie zaklęcia, które pozwalają im zamknąć istoty utkane z kropel rosy i mgły jako zwykłą wodę w naczyniu i uczynić z nich w ten sposób swoich niewolników. Przecudnej urody Królowa w sukni z najdelikatniejszych mgieł i klejnotach utkanych z pajęczyny i kropel rosy przyrzekła Kjaranowi swoją pomoc. I jeszcze wiele, wiele przygód przeżył Kjaran zanim po kilku tygodniach wyczerpującej wędrówki nie stanął u wejścia na szlaki Gór Mglistych, a potem, po kolejnych tygodniach wspinaczki i wędrówki w zimnie i ciemnościach u wrót pałacu Białej Czarownicy. O dziwo, pałac nie był wcale biały, choć jego mieszkanka była władczynią krainy śniegu i lodu. Pałac był idealnie szary, mieniący się nieskończoną liczbą odcieni szarości. Nikomu nigdy nie przyszłoby do głowy, że może istnieć tyle odcieni koloru, który właściwie nie jest kolorem. Zwierzęta, które towarzyszyły wcześniej Kjaranowi zostały już u wrót Gór Mglistych. Ogarnęła je trwoga ledwo je zobaczyły, a Kjaran nie chciał zmuszać ich do towarzyszenia mu do pałacu Białej Czarownicy. W głębi serca czuł, że ostateczna bitwa rozegra się między nimi dwojgiem i nikt ani nic nie będzie w stanie mu w niej pomóc. Powinien się bać tego spotkania, ale w jego sercu zapanował niespotykany pokój ledwo zdecydował się przekroczyć progi pałacu. Nie wiedział, że to Zielona Wiedźma I Królowa Łąk objęły go swoimi najmocniejszymi zaklęciami, aby Biała Czarownica nie mogła mu zmącić umysłu przerażającymi wizjami i nie odebrała tym samym odwagi pozwalającej mu stawić jej czoła. Kjaran nie wiedział tego, co wiedziały wszystkie trzy potężne czarownice – był on jedynym człowiekiem na ziemi, który mógł złamać potęgę Białej Czarownicy, a klejnoty ślubne jego matki były kluczem do odczynienia zaklęcia.

     

     

     

     

    VI

     

     

     

     

    I wreszcie nadeszła chwila ostatecznego spotkania. Kjaran stanął twarzą w twarz z Białą Czarownicą. Nie darmo opowiadano tyle o jej urodzie. Nigdy dotąd nie widział tak pięknej kobiety. Czarnowłosa i zielonooka, o wdzięcznej postaci, przyciągała i wchłaniała myśli, rozum, odczucia niczym ruchome piaski. Przez jedną straszliwą chwilę Kjaran prawie zapomniał po co przybył oczarowany zgubną urodą czarownicy. Ale tylko przez chwilę, bo chroniło go zaklęcie jego poznanych w drodze przyjaciółek. – Czemu ośmieliłeś się tutaj przyjść? – zapytała Biała Czarownica – Czy nie wiesz, że śmiałków, którzy zakłócą spokój mojego pałacu karzę śmiercią? Za chwilę zginiesz! – Kjaran nie przestraszył się ani trochę gróźb czarownicy – Wiesz kim jestem? – zapytał – Synem Moiry, którego ty uprowadziłaś lata temu przemieniając jednocześnie krainę mojej matki w krainę wiecznej zimy i ciemności. – Na te słowa w pałacu wszystko nagle pociemniało, czarownica z gniewnym krzykiem rozpłynęła się w powietrzu, a przed zaskoczonym Kjaranem stanął najdziwniejszy stwór jakiego kiedykolwiek widział. Pół-smok, pół-człowiek, o ciele porośniętym  czarną rybią łuską z wyjątkiem twarzy i dłoni, o wzroście ponad dwóch metrów, w potężnej czarnej zbroi wykutej jakby z lodu, z lodowym potężnym mieczem w dłoni. Twarz dziwnego stwora wykrzywiał straszliwy grymas zanim jednak Kjaran zdążył się zastanowić choćby przez chwilę nad jego intencjami, ów pół-smok rzucił się na niego ze swoim ogromnym mieczem. Wywiązała się zacięta i okrutna walka. Kjaran od najmłodszych lat był szkolony przez dziadka w sztuce walki wręcz, jak na syna wojownika przystało, ale wydawało się, że w tym pojedynku nie ma żadnych szans. Ledwo udawało mu się chronić przed ciosami tajemniczego stwora a nie było nawet mowy o ataku. Z upływem czasu pół-smok zdawał się jakby rosnąć w siłę podczas gdy Kjaran tracił siły coraz bardziej. Już raz i drugi jego przeciwnikowi udało się go drasnąć mieczem, Kjaran czuł krew sączącą się z powierzchownych ran i czuł, że słabnie. Przez myśl przemknęło mu, że nie zobaczy już matki ani dziadka, a jego ukochana kraina pozostanie na wieki skuta śniegiem i lodem i pogrążona w ciemności. Poczuł łzy żalu spływające po jego twarzy. A potem:  nagły błysk lodowego miecza przed oczami, i oto Kjaran poczuł jak miecz najpierw rozrywa jego płaszcz, a potem zagłębia się w jego ciało… W ostatnim mgnieniu oka ujrzał klejnoty swojej matki, które miał schowane na piersi, a które wypadły przy uderzeniu – ich kolor zmieszał się z kolorem jego krwi…

     

     

     

     

    VII

     

     

     

     

     

     

     

    Gdy w beznadziei zimną noc

    Kroplą koloru spadnie łza

    Straci zaklęcie swoją moc

    Niechaj nadzieja w sercu trwa

    Kjaran czuł się jakby wracał z bardzo, bardzo daleka… Głowę miał obolałą i ciężką, całe ciało sprawialo mu niesamowity ból. Próbował się poruszyć, podnieść rękę do twarzy, a wtedy usłyszał jakiś ciepły, głęboki głos mówiący: - Uważaj, nie ruszaj się gwałtownie, straciłeś dużo krwi i jeszcze nie możesz wstać. – Głos brzmiał trochę jak echo głosu jego dziadka… Powoli otworzył oczy i zobaczył jakiegoś mężczyznę pochylającego się nad nim z uśmiechem. Mężczyzna był chyba od niego dużo starszy, miał dobre, pełne ciepła oczy i uśmiechał się do niego. Nagle za mężczyzną rozpoznał pochylającą się nad nim życzliwą twarz Zielonej Wiedźmy, a w głębi komnaty usłyszał dźwięczny głos Królowej Łąk. W przebłysku pamięci przypomniał sobie ostatnie chwile przed omdleniem: błysk miecza, ból ciała, kolczyki jego matki spadające kroplą koloru na podłogę. – Co z czarownicą? – wychrypiał z trudem. I wtedy swoją opowieść rozpoczęła Zielona Wiedźma. I opowiadała bardzo, bardzo długo… O tym, jak Biała Czarownica zamieniła z zemsty jego ojca w pół-smoka, pół-człowieka, który był na jej usługach. O tym, jak na początku Moira cierpiał męki uwięziony na wieki w znienawidzonym ciele. Ale potem Biała Czarownica podstępnymi zaklęciami odbierała mu pamięć o tym kim kiedyś był. Bo dopóki pamiętał, tęsknił za swoją ukochaną. A Biała Czarownica, nie mogąc jej zabić, chciała go zatrzymać tylko dla siebie. Opętała go więc czarami i najmocniejszymi zaklęciami, żeby niczego nie pamiętał. Ale zanim to się stało, zaledwie kilka dni po jego porwaniu, wróżki, którym kiedyś tak często pomagał zdołały rzucić czar, który pozostawiał maleńką furtkę między złymi zaklęciami Białej Czarownicy. Czar ten miał sprawić, że gdyby kiedykolwiek Moira zobaczył coś, co symbolizuje miłość jego i Ravii, miał szansę wyrwać się spod złego uroku, ale potrzeba do tego było jeszcze łez i krwi kogoś z nim spokrewnionego. Szczere łzy symbolizują skruchę, miłość, przebaczenie, a krew życie, które jest przeciwieństwem śmierci i beznadziei krainy lodu. I w dramatycznym momencie walki Kjarana z Moirą zaklętym w potwora na ziemię upadły cudowne kolczyki, które Moira podarował Ravii w dniu ślubu, a na te kolczyki, obdarzone już mocą dzięki sile wielkiej miłości spadły krople krwi Kjarana, i jego łzy tęsknoty za matką i dziadkiem. W tym samym momencie zły czar prysnął, a potężna Biała Czarownica straciła swą moc i została za karę na wieki wygnana aż za Siódme Morze. Ponury, szary pałac rozpłynął się w powietrzu, a Góry Mgliste przestały być mgliste – otaczająca je mgła zniknęła a nagie drzewa zazieleniły się i obsypały tysiącami różnokolorowych kwiatów… Kjaran wyrwał swojego ojca spod złego czaru i uwolnił cała krainę. A opowieść, którą usłyszał od Zielonej Wiedźmy przemyślał i ułożył sobie dużo później, podczas drogi powrotnej do domu, gdy oglądał zachwyconymi oczami świat, którego wcześniej nie znał: drzewa strojne w zieleń i obsypane kwiatami, słońce prześwietlające delikatne młode liście, koronkę światłocieni w tej orgii wszystkich odcieni zieleni, nieznane krzewy i dziesiątki, setki, tysiące różnych gatunków ziół i kwiatów. Świat, który znał od dzieciństwa tak bardzo się zmienił, że Kjaran nie poznał własnej krainy! Dopiero gdy już zobaczył chatę swojej matki zrozumiał, że dotarli na miejsce! Matka akurat dźwigała wodę ze studni. Na widok zbliżającej się grupy jeźdźców ( Zielona Wiedźma i Królowa Łąk wysłały z Kjaranem i Moirą grupę swoich zaufanych wojowników, aby im towarzyszyli i dodali zasłużonego splendoru ) przysłoniła ręką oczy, bo patrząc pod słońce nie mogła dojrzeć szczegółów. A potem, nie wiadomo czy rozpoznała sylwetkę syna czy ukochanego męża, ale nagle krzyknęła z radości, wypuściła z rąk niesiony dzban wody i przytrzymując jedną ręką fałdy niesfornej spódnicy pobiegła ku nim. Powitaniom i radości nie było końca. Kjaran odkrył tego dnia, że jego matka ma oczy błękitne jak niebo nad ich głowami. Do radosnej i hałaśliwej grupy dołączył wkrótce dziadek zwabiony ich okrzykami. Jego powitanie z zaginionym synem było równie wzruszające jak to Moiry i Ravii. Kjaran patrząc na radość i miłość swoich bliskich czuł jak w jego sercu wybucha wielka wszechogarniająca radość.

     

     

    A co się stało z niezwykłymi kolczykami?... Legenda głosi, że na pamiątkę tej historii wszyscy mężczyźni z rodu Moiry i Kjarana dawali takie same kolczyki w prezencie ślubnym swoim żonom. Jeśli więc zobaczycie gdzieś kobietę, która nosi taką biżuterię, to bądźcie pewni, że ma ona coś wspólnego z przychodzącą po zimie wiosną…

     

     

     

     


     

     

     

  • .

     Zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie „Obudź wiosnę z ArsDavią”

     

    Nagrodę główną, w postaci kolczyków ze zdjęcia o wartości 300 zł, zdobędzie autor najciekawszej kontynuacji poniższej historii Kjarana. 

    Na Państwa prace czekamy do 28 kwietnia pod adresem

    ewa.niec@ArsDavia.com       lub       na FB ArsDavia.com

     

     

    Historia Kjarana

    Zima, pomimo kalendarzowej wiosny, nie zamierzała odejść. Skute lodem jeziora i rzeki,  grożące lawinami góry i przenikliwe, północne wiatry od kilkudziesięciu  lat trzymały straż w królestwie.

    Coraz trudniej było znaleźć ludzi potrafiących odpowiedzieć na pytanie czym są - występujące w starych legendach i baśniach -  kwiaty, trawa czy owoce. Wielu głowiło się nad tym, jak opisać kolory dysponując jedynie bogatą paletą  szarości, bieli i czerni.

    W smutnych, szarych oczach mieszkańców od dawna nie było już nadziei na zmianę. Od czasu do czasu wznosili tylko głowy ku zasnutemu ołowianymi chmurami niebu, tęsknym wzrokiem odprowadzając klucze dzikich gęsi i żurawi, odlatujące ku słońcu i mitycznej wiośnie.

    Kjaran  wracał z lasu z saniami pełnymi świeżo ściętego drzewa - tradycja nakazywała obchodzenie pierwszego dnia wiosny przy ognisku, którego płomienie miały sięgać tak wysoko aby roztopić śnieżne chmury i zwrócić uwagę słońca na skute lodem królestwo. Od dawna czekał na ten dzień. Dzień swoich 30-stych urodzin i osiągnięcia pełnoletniości. Pogrążony w myślach nad przepowiednią, którą dzisiejszego ranka usłyszał od ojca swego ojca, nie zwracał uwagi na dziwne zachowanie zwierząt, które bez lęku przystawały, przyglądając mu się uważnie. Nie zauważył też jak zające, lisy i wilki, w zgodnym szeregu podążały za Kjaranem, a puchacze i kruki leciały tuż nad jego głową. – Co dziadek mógł mieć na myśli mówiąc o moim przeznaczeniu  - tysięczny raz zadawał sobie dzisiaj to pytanie ale odpowiedź nie chciała pojawić się w jego umyśle.

    Klucz dzikich gęsi zatoczył łuk i obniżył lot. Ogłuszający gęgot ptaków wyrwał Kjarana z zamyślenia. Podniósł głowę akurat w chwili, kiedy wprost pod jego stopy spadło coś o tak niezwykłych kolorach, że aż porażało wzrok. – Co, u licha?! – zdołał powiedzieć, widząc że wokół niego zaciska się krąg dzikich zwierząt, bez lęku wpatrzonych w nieduży przedmiot leżący w śnieżnym puchu …

    Schylił się i podniósł z ziemi zadziwiająco lekki przedmiot , do złudzenia przypominający ozdobę, noszoną przez jego matkę. Tylko że tamta – czarna i ciężka - wyglądała jak wykuta z żelaza. Ta zaś mieniła się nieznanymi Kjaranowi kolorami. – Co, u licha – powtórzył cicho ….

     

     

     

  • WIOSENNA PROMOCJA

     

  • Z okazji 8 Marca dla wszystkich Pań mamy niespodziankę :)

     

  • KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY !!!

     

     

     

     

  • KONKURS * KONKURS * KONKURS * KONKURS

     

  • Valentine's Day

     


    Od 6- 14 lutego czekają na Was walentynkowe ceny.

    Kolekcja Anna Karenina - 25%
    Kolekcja Luna - 20%
    Kolekcja Perle - 20%
    kolekcja Baiser NOWOŚĆ - 10%

    * Obniżka dotyczy, aktualnie dostępnej w galerii, biżuterii

  • KONKURS * KONKURS * KONKURS * KONKURS

  • ArsDavia – biżuteria z baśniowym rodowodem

     

    Szlachetność jedwabiu, unikatowe piękno kamieni, rozflirtowane ze światłem kryształy Swarovkiego, niezwykła ornamentyka i dobór kolorów – to wszystko nadaje biżuterii ArsDavia nieco baśniowej tajemniczości.

    - Nazwa istotnie brzmi nieco tajemniczo i orientalnie ale i sama biżuteria sprawia wrażenie żywcem wyjętej z „Klechd sezamowych” Leśmiana – mówi projektantka Ewa Nieć. - Podczas pisania przewodnika po Korsyce, natknęliśmy się z mężem na niezwykłą postać pochodzącą z tamtejszej Corbary. Davia była piękna i mądra ale, jak przystało na postać żyjącą w okresie romantyzmu, jej losy były tyleż tajemnicze, co tragiczne. Tak zaczęła się moja fascynacja Davią, która w efekcie, doprowadziła mnie do potwornie pracochłonnej pasjo-terapii - biżuterii z jedwabiu.

    więcej na:

    http://www.imageline.xip.pl/poz/akt08122011.html